biedron

Twój nowy blog

Krąży w sieci taka tabelka weselna do ptaszkowania kwestii, które są już załatwione. Na przykład:

sala weselna – ptaszek

rezerwacja kościoła – ptaszek

wybrani świadkowie – ptaszek

 

jako, że tabela jest na realia z 2005 roku – salę na przykład wybiera się PO dacie rezerwacjiw  kościele, na 6 m-cy przed ślubem i w ogóle wszystko jest na opak, postanowiłam zrobić swoją własną wersję tej tabelki w oparciu o istniejącą.

Byliśmy w niedzielę na targach ślubnych, gdzie mój Pan i Władca wynegocjował dla mnie upus rzędu 10% na moją kiece ślubną i myślę, że w ten weekend się na nią zdecyduję :) ) jesli tylko dostanę approve od mojej mamy i od Levej :) ))

Zdaję sobie w pełni sprawię, że nie zaintersuje to żadnego z szacownych wszechpolaków, którzy tak chętnie się tu udzielają (nie mylić z umiejętnością czytania), ale opłaciłam podróż poślubną! 7 dni w Paryżewie! :)

W sobotę spotkanie strategiczne ja+mama+świadkowa, więc hear you soon.

Postanowiłam zabrac się za czytanie podesłanego mądrego przewodnika po  swoistej ślubnej analizie SWOT (troche nie wiem, czy nawiązanie do strategii managerskiej jest na miejscu, ale whatever).

Dowiedziałam się na przykład, że pereł na ślubie być nie może, bo śmierć.

Krzychu nie moze zobaczyc mojej kiecki, bo wypadna mi zęby.

Buty koniecznie zakryte, bo pieniądze uciekną (tego byśmy nie chcieli).

Nie przymierzac obrączek – na szczęście mają ten sam wymiar, co pierścionek zaręczynowy. Znaczy moja wyglada prawie tak samo.

No i ponoć jest mega super wróżbą, że pobieramy się w parafii mojego chrztu.

 

Z drugiej strony dowiedziałam się także, że poza czymś starym, nowym, niebieskim i pożyczonym, trzeba do buta włożyć banknot, coby „mieć na powrót, gdy sprawy przybiorą zły obrót”.

Sukcesy roku 2011:

1). Dostałam upragnioną robotę. Pamietam, jak szykowałam się na interview, a Patryk, młodszy brat mojego Krzycha, pytał, czemu trzęsą mi się ręce. Mówiłam wtedy: czuję się tak, jakbyś się czuł idąc grać w kosza z Philadelphia 76ers.

2). Wyprowadziłam się – i dobrze, miałam wrażenie, że gdybyśmy się nie zdecydowali, nigdy nie przestałabym spędzac wieczorów drąc się do mojej mamy, żeby usłyszała mnie pomimo huku, jaki tata i Krzysiek robią grając w piłkarzyki.

3). Zaręczyłam się. No to się rozumie samo przez się. W parze raźniej. Kto, gdyby nie Krzysiek, spędziłby ze mną życie marząc o hodowli moich wyimaginowanych alpak, Sancheza i Pedrosa?

4). Skończyłam spłacać Błotną Kukiełkę. Oficjalnie nie jestem już dziwką personelu banku BPH.

5). Awansowałam.

 

Kolejność jakoś zupełnie przypadkowa – z naciskiem na kwestie zawodowe, bo jednak siedzę w biurze i myślami jestem w tabelkach :)

Na rok 2012 mam tylko jedno postanowienie:
chcę skończyć studia! :)

Mój tata zapytał, czy nie wolałabym życzyć sobie czegoś związanego ze ślubem, ale odpowiedziałam, że ślub będzie – może w tym roku, może w następnym, ale w tym roku naprawdę chcę mieć z głowy uczelnię i zająć się weekendami moim mężem w pełnym wymiarze :D

Szczęśliwego Nowego Roku Wszystkim!!!!

Sebek: Patryk poprosił mnie, żebym mu też świadkował.

Ja: To na bank pomysł jego mamy.

Sebek: Ale z niego nieogar, podobno dziś się dowiedział, że pojutrze ma bierzmowanie.

Ja: Tak. Tak, jak i ja. Sam jesteś nieogar…

Dziś mam ostatnie spotkanie przygotowujące do bierzmowania.

A pojutrze cała uroczystość – trochę szybko. Nie zdążyłam znaleźć świadka wśród swoich znajomych, więc poprosiłam Sebastiana, Krzyśka zioma, żeby zgodził się być świadkiem mojego bierzmowania (skoro niebawem ma być świadkem na ślubie).

Jestem pewna, że MZ’tka i Patryk też nikogo nie znaleźli i Sebek w końcu im poświadkuje. To będzie jedna z tych fajnych anegdot, które będę opowiadała swoim dzieciom, jak mamusia i ciotka Matylda najpierw sfałszowały swoje świadectwa bierzmowania (i zostały matkami chrzestnymi) a potem, jak ostatnie jelenie, postanowiły jednak bierzmowanie zrobić.

 

Poza historią z bierzmowaniem w photoshopie, będzie też anegdota, jak ciocia Ika szukała chrześnicy prezentu na stacji Statoil. I jak ciocia Ika i wujek Patryk przesiedzieli całą mszę na tylnich schodach kościoła wbijając dopiero na sam koniec 1,5 godzinnej mszy. I jak podczas innej mszy chodzili po okolicy szukając pizzerii.

Nota bene najfajniejsze rzeczy dzieją się wtedy, gdy nie ma Cię na mszy.

Dziś przeczytałam na jednym z onetowskich blogów, że „Młodzi nie mogą znaleźć pracy” i, jak często przy podobnym temacie, wpadam w szewską pasję.
Może ominął mnie etap kryzysu na rynku, ale do diaska, kiedy szukałam swojej pierwszej pracy w biurze, w roku 2008, zajęło mi dwa miesiące znalezienie firmy, która zdecydowała się zatrudnić mnie płacąc 1100 złotych na rękę. Nie była to może rewelacja, praca w korporacji ani nawet rozwijające zajęcie, ale pamiętam wszystkie rozmowy, szukanie budynków, firm, pamiętam rozsyłanie po 60-70 cv tygodniowo na pracę na zastępstwa, wieczorem, w ciągu dnia, w faxroomach, recepcjach, sekretariatach. Pamiętam, że wybrałam sobie próg, że składam CV jeśli spełniam tylko wymagania albo nie spełniam 1-2, bo a nuż może zainwestują swój czas (i inwestowali!) na rozmowę ze mną.

Ostatnio pisała do mnie znajoma z prośba o konsultację dotyczącą CV i przygotowanie do rozmów – bez fees’u, bo oczywiście stan bezrobotny nie pozwala, ale może usługa o odroczonej płatności (czyli, jak na ogół, na nigdy).

Odbyłyśmy 4 godzinne spotkanie w trakcie którego przeorganizowałyśmy jej resume i „przeleciałyśmy” standardowe pytania rekrutacyjne i wyszukałyśmy w cv wszystkich potrzebnych odpowiedzi.

Zadzwoniłam do niej po tygodniu z pytaniem, jak idzie jej szukanie pracy – jeden ze znajomych szukał właśnie konsultanta, co by dobrze znał angielski i miał poukładane w głowie.

Dostałam jednak od niej odpowiedź, że nie miała czasu „na aplikacje”.

Obiecałam sobie po raz milionowy, że już nigdy, nigdy, nigdy nie udzielę konsultacji za darmo, ani nawet za pół standardowej ceny, ani nawet za trzy czwarte, bo nigdy nie szanuje się tego, co dostaje się za darmo.

I jeszcze na koniec dodam to, co chciałam napisać od początku:
Pracy nie mają Ci, którzy nie szukają, którzy mają nadzieję, ze praca im wskoczy, upieczeni absolwenci, którzy wyślą dwie kopie cv bazujące na szkicu z Internetu i czekają pół roku na odpowiedź, nie dzwoniąc do firmy ani nie pisząc nawet maila.

I tyle.

Mamy za biurem specjalne rondko dla taksówek (tzw. Rondo od Pańskiej) i jako, że bardzo rozsądnie ktoś zamknął Emilii Plater, nasi kierowcy wyjeżdżają z tego rondka około 30 minut (to całe 200 metrów do przejechania).

Daleko mi do perfekcji, ale staram się być chociaż odrobinę konsekwentna i nie krytykować prezydent miasta, którą sama sobie wybrałam( i która w 99% przypadków stanowi bardziej powód do dumy, a zasadniczo większość ludzi, którzy ją krytykują, nie osiągnęła nawet 10% tego, co ona), ale kurczę, można było trochę bardziej ostrzec, że tak będzie wyglądała sytuacja przy Emilii Plater.
Przechodząc dalej sprawnie do sumowania:
fotograf 1/1
podórż poślubna 0,25/1
tort znaleziony
obrączki zaprojektowane
gracias!

Byłyśmy przedwczoraj razem z koleżankami z pracy w Akademii Gotowania Kurta Schellera.

Są takie procesy, jak gotowanie albo remontowanie, kiedy po prostu rozkwita praca zespołowa i poczucie przynależności – krem z dyni wyraźnie o tym swiadczył :)